piątek, 7 września 2012

Jak Charlie spędził wakacje

 Pierwsze dwa tygodnie  Charlie był wilkiem morskim i żeglował  po Mazurach w każdej pogodzie, dzielnie spisując się jako balast, który zasypiał leżąc na burtach a z  kolan pani robił sobie poduszki. Miał tam sprawdzian z cierpliwości bo robił wielką furorę jako psi żeglarz.
Kolejny przystanek z  wakacji to praca Ani na obozie sportowym w Pszczewie w okolicach Zielonej Góry. Charlie jako wierny przyjaciel człowieka również "pracował" i wspierał w ciężkich chwilach, kiedy dzieciaki za bardzo dokazywały. Poza tym, Charlie  kolejny raz wykazał się wyrozumiałością dla piszczących małych dziewczynek, które chciały go głaskać. Oczywiście zaraz musiały nastąpić  wywody  jak należy zachowywać się przy psie, gdzie go głaskać i kategoryczny zakaz głaskania psa przez więcej niż dwie osoby. Charlie na tyle się wyluzował że po paru dniach leżał brzuchem do góry czekając na pieszczoty dzieciaków. Przydały  się też umiejętności z agility bo w jeden z wieczorów, urządziliśmy  pokazy agility, konkursy i zabawy na temat wiedzy dzieci o psach, psich zwyczajach, potrzebach. Dzieci z obozu wyjechały więc wyedukowane.
                               *
cd. o Charlim, opowiada Ania:
Następne  parę dni spędziliśmy u  Reni w Biskupinie i próbowaliśmy pojąć aportowanie dummików. Początkowo Charlie był bardzo sceptycznie nastawiony do przynoszenia kawałka "szmatki" właścicielowi ale później powoli zaczął rozumieć, że może to być fajną zabawą, szczególnie kiedy w nagrodę czekała na niego jego ukochana piszcząca piłeczka.
Ostatni wakacyjny wypad to nasza zagraniczna wyprawa. Kilka dni Wenecja, później Rovinji i Orebic na Chorwacji. Charlie dzielnie spisywał się jako pasażer w aucie: spał, spał, spał, wychodził na siku, spał, spał i spał. W największe upały zostawialiśmy go w hotelu żeby go nie wykończyć na słońcu. Kiedy robiło się chłodniej zwiedzał razem z nami najpierw całą Wenecję a później i Chorwację. Ludzie byli do niego wszędzie bardzo mile nastawieni. Strasznie dużo obcokrajowców zaczepiało nas mówiąc, że nigdy nie widzieli takiego psa z małymi oczkami i różowym nosem. Zawsze padało pytanie czy to jest jakiś mieszaniec Goldena. Trzeba przyznać, że jeśli ma się przy sobie psa dużo łatwiej poznać ludzi bo sami się garną żeby o coś zapytać, zagadać. Tak upłynęły nam wakacje i z niecierpliwością czekamy na kolejne by podbijać z psem nowe miejsca:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz